Kobieta pracująca

Pytanie do Panów: jak często dziękujecie swoim kobietom za ich prace w domu?

Sam zadaję sobie to pytanie i mogę sobie wystawić ocenę, no może 5/10. Szczerze powiedziawszy – to słabo. Powiem więcej, chętnie bym sobie wytatuował na ręce słowa „pamiętaj podziękować”. Tylko skąd ten pomysł i dlaczego?

Kobieta statystycznie więcej przebywa w domu niż mężczyzna. Z tym ciężko polemizować. Nie mówię tu nawet o okresie urlopu macierzyńskiego (Julia teraz ma taki). Wtedy to jest oczywiste, ale generalnie na co dzień i tak jest więcej od nas. Zdarzało mi się, wracając do domu zmęczonym po pracy, myśleć sobie, że teraz mam czas odpoczynku, bo w końcu ciężko pracowałem, a Julia była sobie w domu i miała się super… Pomijam już fakt, że to były kretyńskie myśli i dobrze się stało, że zwykle trzymałem je dla siebie (niestety nie zawsze). Jakiś czas później uświadomiłem sobie jaki miałem tupet i mało rozumu, żeby sobie coś takiego wykoncypować.

Zacznijmy jednak od początku. Kiedy my jesteśmy w pracy, to nasze żony nie oddają się jakimś niezwykłym rozrywkom, tylko ciężko pracują na pełen etat w domu (celowo nie wspominam o dzieciach, bo o tym później). Nasz dom czy mieszkanie to wielka maszyneria, a nasze żony zawiadują tym całym majdanem i wkładają niemały wysiłek w to, żebyśmy my mieli posprzątane w domu, ugotowany obiad itp. Polecam dla treningu wysłać żonę do SPA na 2 dni i spróbować to wszystko ogarnąć. Zapewniam po całym dniu padniecie z wymęczenia. A teraz z ręką na sercu… kto z nas im za to dziękuje? No bo one nam dziękują za naszą pracę właśnie w ten sposób (obiad, posprzątane, bielizna uprana itp.). Pytam się szczerze i sam odpowiadam sobie, że ja jeszcze za mało i zdaje sobie z tego sprawę.

A teraz jeszcze na dobitkę dorzućmy dzieci, i rodzi się pytanie: jak one dają radę? No jak? Wiadomo, że mają ku temu predyspozycje, ale czy nie winniśmy nosić je na rękach za to? Zamiast ciętych słów „gdzie obiad?” od progu, wasza kobieta powinna usłyszeć: „Kochanie dziękuję za ten porządek, czuję pyszny obiad, opowiedz mi co u Ciebie”. To powinien być według mnie tik nerwowy. Ja sobie takie coś wyrobiłem, jak widzę w szufladzie, że moja Ukochana przyniosła mi nowe skarpety i koszule, to zawsze się staram jej powiedzieć, że to widzę i doceniam. Nie kosztuje to absolutnie nic (no może parę złotych jak się w podziękowaniu kupi kwiatka), a efekt jest zawsze ten sam: jej praca jest doceniana, więc ona chce ją wykonywać i ma świadomość, że Ty widzisz jej trud i poświęcenie. Co więcej, z pewnością ona zacznie bardziej doceniać Twoją pracę i Twoje działania na rzecz waszej rodziny. Będzie jej łatwiej zaakceptować, że musisz odpocząć po powrocie z roboty(każdy z nas tego potrzebuje).

Zapytał by ktoś o co tyle hałasu, po co tyle się rozpisywać? A no dlatego, że moim zdaniem sprawa jest kluczowa, wręcz kardynalna. Oczywiście można podejść do sprawy, że każdy ma swoje obowiązki i musi je wykonywać, i po co jakieś dziękowanie? Ale jeśli chcemy mówić o poezji w związku, to bez tego się nie obejdzie. To jest kwestia pewnej równowagi. Każde z małżonków czuje się docenione i może uzyskiwać profity płynące ze swojej pracy (odpoczynek, przyjemności). Jak już mówiłem, nie wymaga to żadnych wielkich działań, wystarczy sobie zaznaczać w kalendarzu kropką czy się podziękowało żonie za jej pracę (nawet jak ma zły dzień i nie wszystko jest zrobione), po jakimś czasie stanie się to przyzwyczajeniem. Jestem przekonany, że zmieni to obraz waszego związku na lepsze.

 

Troszkę się rozpisałem, ale warto było. :)

Pozdrawiam wszystkich czytelników

Janusz

Dodaj komentarz