Podryw. Zamek nr 1.

Jeśli ktoś oczekuje jakiegoś genialnego patentu na poderwanie każdej kobiety, to proszę dalej nie czytać. Nie ma takiego… No to po co pisać?? Ja mówię, że są dwie rzeczy, które podczas podrywu są kluczem do kobiecego serca. Problem polega na tym, że każda kobieta ma inny zamek, więc klucz musi inaczej każdorazowo wyglądać, ale ja twierdzę, że są dwa zamki, które jeśli umiejętnie otwarte, wpuszczają na kolejny poziom. I teraz tak, tu nie chodzi mi o to, że to ma być jakieś oszustwo względem kobiety… zresztą… Panowie, normalna kobieta wyczuje ściemę z kilometra. Zaraz dojdę o co mi chodzi, zależy mi jednak, abyśmy się dobrze rozumieli co do intencji.

O co chodzi z tymi zamkami? No więc, obserwując różne kobiety (oczywiście głównie moją wspaniałą żonę) i rozmyślając o naszym poznaniu się (nadmienię, że staliśmy się parą w 4 dni od poznania się, napiszę o tym kiedy indziej), zacząłem kombinować, co wpłynęło na to, że moja przyszła żona się mną poważnie zainteresowała… Dodam, że wcześniej nie szło mi z kobietami kompletnie… KOMPLETNIE. Co  takiego stało się we mnie, że zwróciła na mnie uwagę moja Julia albo co powiedziałem takiego,  albo co zmieniło się we mnie, że akurat teraz było BINGO?? Tu z pomocą przyszła żona, która opowiadając różnym osobą naszą krótką epopeję poznania i stania się parą, zawsze powtarzała te same sytuacje i te same słowa. Dodatkowo doszły do tego historie innych par i zaczęło się to układać. Do tego rozpoczęły się  jeszcze moje próby zgłębienia kobiecego umysłu (to z początku jak oglądanie obrazu impresjonisty z bliska… same ciapki, ale im z większej perspektywy się patrzy, więcej aspektów widzi, tym bardziej obraz nabiera sensu) i jeszcze bardziej nabrało to rumieńców.

Przełom nastąpił rok temu. Byłem wtedy na sesji (dla potrzeb bloga nazwijmy ją terapeutyczną, acz nie jest to do końca właściwe stwierdzenie) u Jezuitów w Gdyni. Od razu dodam, że nie jestem psychicznie chory. Ot po prostu, jak wielu ludzi na tym świecie mam problemy, których nie umiem do końca rozwiązać sam. Tamten  tydzień w moim życiu zmienił bardzo dużo… bardzo dużo, a tak naprawdę to ciągle zmienia, bo to się stopniowo uwalnia we mnie :). To co odkryłem podczas spaceru i obiadu z koleżanką, opisałem już TU. 

Wniosek jest taki, że do kobiecego serca prowadzą 2 zamki.

Pierwszy z zamków – bezpieczeństwo. Jeśli szukamy stałego stabilnego związku, to moim zdaniem kobieta szuka w facecie poczucia bezpieczeństwa w szeroko rozumianym tego słowa znaczeniu. To nie tylko, że pieniądze i w ogóle materialne sprawy. To ważne, ale nie tylko to. To poczucie, że jak wylezie menel z bramy, to chłopak nie schowa się za ramieniem partnerki (tu dygresja, słyszałem opowieść jak to jeden mąż, gdy na podwórku biegał jakiś szalony pies, wysłał żonę w grubej kurtce, żeby dobiegła do auta, co więcej z okna wołał do niej, gdzie jest zwierzę i gdzie ma biec…. Porażka). To poczucie, że przy tym facecie to ja wiem, ze nic nie zagrozi mi i moim dzieciom i, że nie opuści mnie w trudnej sytuacji życiowej. Oczywiście gdy jesteśmy w wieku szkolnym albo studenckim, to ciężko mówić o stabilizacji materialnej itp. Ale …. Facet może mieć plan, wiedzieć do czego zmierza i to już rodzi poczucie, że to jest dobry kandydat. Słuchajcie, piszę trochę skrótowo, bo mógłbym elaboraty tworzyć. Panowie, przemyślcie to w sercu, czy przypadkiem nie taki typ faceta większość filmów romantycznych pokazuje?? Polecę jeden z moich ulubionych, choć nie wiem czy się odważę, bo stracę w męskich oczach, ale dobra: „Dlaczego  nie?”. Oczywiście to tytuł filmu, dla mnie skarbnica wiedzy, mówię serio i z całą odpowiedzialnością. Polecam zobaczyć, ale ze zrozumieniem. Nie patrzmy na to, że to wylukrowana wizja i w ogóle romantyzm, aż się by po…..gać chciało. Spójrz na tego głównego bohatera i jego działania względem tej dziewczyny, myśląc co ma w sobie ten facet, czego ja nie mam? Albo czego nie robię względem mojej kobiety. Oczywiście nie wszystko, nie sugeruję motolotni itp. Choć … dlaczego nie? Wyszło nieźle.

Ale elaborat, chyba to podzielę, bo już nie daję rady. Dla mnie to dużo pisania. Jak już widzicie, nie podaję genialnego patentu na podbicie serca kobiety, choć na końcu w drugiej części podam taką wizję wyimaginowanej randki, żeby to jakoś zebrać,  ale w tym wpisie chodzi mi jak zwykle o to, by ruszyć mózgownicę i w oparciu o to, co tu naskrobałem, spojrzeć na siebie z innej, bardziej świadomej perspektywy. Jeśli wiem, że większość kobiet na tym świecie poszukuje poczucia bezpieczeństwa w facecie, to ja, wiedząc to, wiem jak i co mówić, co nie??

Wspomniałem o moim poznaniu z żoną, no właśnie. Gdy ona opowiada o naszym poznaniu,Z ciągle wspomina moje słowa dotyczące moich planów na przyszłość i perspektyw (powiedziałem wtedy, że chcę zostać dobrym muzykiem, ŻEBY ZAŁOŻYĆ I UTRZYMAĆ RODZINĘ). Zawsze zwraca uwagę na to, jak postawiłem obiad, jak ją prowadziłem po nieznanym jej mieście i tym podobne. To właśnie był jeden z kluczy, który doprowadził nas do związku z moją Julią. Właśnie to poczucie mojej przyszłej żony, że są perspektywy z tym facetem. Oczywiście gdybym opierał to tylko na swoim przykładzie, to nie miałoby to sensu, więc zaufajcie mi, że bazuję także na obserwacji innych.

 

Pozdrawiam więc!

Janusz

Zdjęcie – Designed by Freepik

Dodaj komentarz